Eksplozja barw

Jest taki czas w roku, który łatwo przeoczyć.
Pochłonięci codziennością, wpadamy w wir obowiązków, w bieg między dniem a nocą. A tymczasem, tuż obok, dzieje się coś niezwykłego.

To krótka chwila, w której natura maluje świat na nowo. Liście drzew zmieniają kolor, a świat wokół nagle wypełniają złoto, pomarańcz i czerwień – odcienie, których wcześniej tu nie było. Na wietrze wirują opadające liście, a pod kołami roweru rozlega się miękki szelest. Dni stają się krótsze, noce chłodniejsze. Wszystko to trwa zaledwie moment, zanim wiatr rozniesie te barwy w szarą codzienność. To czas, w którym drzewa, krzewy i trawy krzyczą do nas: „Zwolnij. Zatrzymaj się. Spójrz. Bo za chwilę nas nie będzie.”

I właśnie wtedy czuję w tym coś magicznego – jakby sama natura szeptała, że wszystko ma swój rytm. Że nic nie trwa wiecznie, ale też nic nie dzieje się w pośpiechu. Że warto dać sobie czas, by po prostu być… Choćby na chwilę, ale w tym właściwym momencie. Bo tym momentem jest nasze życie – krótkie, niepowtarzalne i warte zatrzymania się, zanim również przeminie jak te jesienne liście.

Rower o tej porze roku też ma w sobie coś magicznego. Sama jazda pomiędzy tymi kolorami daje tyle radości, co nic innego. Ale lubię też całą tę jesienną otoczkę – cieplejsze rękawiczki, bandankę pod kaskiem, dłuższe spodnie. Ten moment, gdy chłód lekko szczypie w policzki, a mimo to jedzie się dalej – spokojnie, swoim tempem, wśród tańczących liści.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry