Rower i fotografia – jak to połączyć?

Zatrzymać chwilę

Kiedy jadę rowerem, nie liczy się tylko dystans. Czasem ważniejsze od tego, ile przejechałem, jest to, co po drodze zobaczyłem.

To właśnie fotografia nauczyła mnie zatrzymywać się częściej. Spojrzeć w bok, wejść w boczną ścieżkę, poczekać, aż słońce wyjdzie zza chmury. A rower? On mnie do tych miejsc dowozi.

Nie mam plecaka wypchanego obiektywami. Często wystarcza mi telefon. Czasem zabieram aparat, jeśli czuję, że coś będzie „klikać”. Ale zawsze mam oczy szeroko otwarte – bo nigdy nie wiadomo, kiedy natura ustawi mi kadr.

Najlepsze zdjęcia robię wtedy, kiedy się nie spieszę. Kiedy mogę się zatrzymać nie dlatego, że trzeba, tylko dlatego, że chcę. I właśnie za to kocham rowerowe włóczęgi.

Lubię jechać przed siebie i odkrywać nieznane. Podziwiać okolicę, przez którą przejeżdżam. Nie planuję wcześniej, gdzie się zatrzymam, gdzie zrobię postój, żeby zjeść przygotowane jeszcze w domu kanapki. Słucham głosu mojego ciała.

Zatrzymuję się tam, gdzie akurat mi się podoba. Robię sobie mały, rowerowy pitstop – tylko dla siebie.

Rozglądam się i intuicyjnie znajduję jakiś kadr. Robię kilka zdjęć i już na miejscu wybieram to jedno – takie, które moim zdaniem najlepiej oddaje cały ten naturalny klimat, w którym właśnie jestem.

Nie jestem zawodowym fotografem. Nie skończyłem żadnego kursu ani fotograficznej szkoły. Te zdjęcia robię dla siebie – żeby móc kiedyś wrócić do tych chwil. Do tego, co w danym momencie czułem, gdzie byłem i co widziałem.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry