W drodze nad Zatokę Dollard niespodziewanie natknąłem się na niego. Już z oddali rzucał się w oczy – niski, betonowy krąg przy wale, tuż nad kanałem. Zbyt regularny, by pomylić go z przypadkowym głazem. Od razu wiadomo, że to coś militarnego. Obok stoi tablica informacyjna – świadectwo tego, że miejsce to ma swoją historię i że warto się na chwilę zatrzymać.

To Tobruk – bunkier z czasów II wojny światowej, jeden z wielu, które Niemcy budowali wzdłuż granic, wałów i kanałów. Ten konkretny, przy Nieuwe Statenzijl, był częścią Löwen-Stellung – niemieckiej linii obronnej, której zadaniem była osłona wschodniego pogranicza Holandii. Tego typu schrony miały zapewnić osłonę pojedynczemu żołnierzowi, zazwyczaj wyposażonemu w karabin maszynowy, ukrytemu w betonowej konstrukcji z otworem strzelniczym.

Tobruk zawdzięcza swoją nazwę miastu w Libii, gdzie toczono zacięte walki w czasie wojny. Mimo skromnych rozmiarów, był zaprojektowany z precyzją – miał niski profil, grube ściany i dawał solidną ochronę. Był elementem większego systemu – niepozornym, ale ważnym.
Ten bunkier przez lata spoczywał w ziemi, ukryty i zapomniany. Dopiero podczas prac wodnych zimą 2018/2019 został odkryty i wydobyty z wału. Gmina Oldambt, przy współpracy z muzeum i archeologami, postanowiła przywrócić mu miejsce w krajobrazie – nie jako obiekt obronny, lecz jako pamiątkę i punkt refleksji.
Dziś Tobruk stoi przy wale – samotny, ale obecny. Świadek przeszłości, który nie przemawia słowami, lecz obecnością. Dla jednych to tylko obiekt, dla innych – znak, że nawet w najbardziej zwyczajnym miejscu może kryć się warstwa historii.
Zatrzymałem się tu na chwilę. Rower oparłem o jego chropowaty beton. Wiatr znad kanału poruszał trawy, a w oddali śpiewały ptaki. I znowu poczułem, że droga prowadzi nie tylko przed siebie, ale też – w głąb. W przeszłość, w pamięć, w ciszę.