
Czasem, gdy pogoda zniechęca do jazdy albo po prostu brakuje mi sił, wracam do zdjęć. To moja mała ucieczka bez ruszania się z miejsca – klikam w galerię i jestem znowu tam, gdzie już byłem. Dziś zatrzymałem się przy fotografii pajęczyn.
Na pierwszy rzut oka to tylko nitki między suchymi łodygami. Ale kiedy rosa je oblepi, a poranne światło zacznie igrać w kroplach, ukazuje się misterne dzieło – pajęcza koronka, delikatna jak szkło i jednocześnie mocniejsza niż stal. Bo tak właśnie jest: jedwab pajęczy, choć lżejszy od waty i cieńszy niż włos, jest kilkukrotnie wytrzymalszy niż stal tej samej grubości.
Nie ma jednej uniwersalnej nici. Pająki mają cały arsenał włókien, każde do czegoś innego – inne do budowania ram, inne do lepienia owadów, jeszcze inne do otaczania jaj czy szybkiej ewakuacji. Są też mistrzami recyklingu – kiedy sieć się zniszczy, zjadają ją, by odzyskać białko i zbudować kolejną, często już następnego dnia.
Niektóre gatunki idą jeszcze dalej. Potrafią wystrzelić swoją sieć jak procę i dosłownie zarzucić ją na ofiarę. Inne zostawiają w sieci świetliki – uwięzione, migoczące niczym żywe lampki, które wabią kolejne owady. Są i takie, które tworzą gigantyczne mosty z nici – rekordzista z Madagaskaru potrafi rozpiąć pajęczynę na 25 metrów, ponad całą rzeką.
Patrząc na zdjęcie pajęczyn o poranku, trudno uwierzyć, że w ciągu dnia byłyby niemal niewidoczne. Dopiero rosa zdradza ich obecność – jakby natura chciała na chwilę odsłonić to, co zwykle ukryte.
Pająki nie potrzebują dobrego wzroku. Słabo widzą, ale każde drgnienie nici mówi im dokładnie, co się wydarzyło – czy to spadła kropla deszczu, czy zaplątał się owad. Sieć to ich dom, stół i zmysły w jednym.
I myślę sobie, że to niezwykłe, jak wiele można dostrzec, gdy człowiek na chwilę się zatrzyma. Wystarczy kropla rosy, mgła i cisza, żeby obok nas objawił się świat, którego zwykle nie zauważamy – misterny, piękny, utkany z cierpliwości.