Miał być karp… a skończyło się na pięknych płociach

Dzisiaj, siedząc nad wodą, zobaczyłem kilka dużych karpi wyskakujących nad powierzchnię. To wystarczyło, żeby rozstawić sprzęt i spróbować zapolować właśnie na nie.

Miejscówkę znam już od kilku miesięcy. Pływa tu sporo ryb: od małych płoci, przez leszcze i amury, aż po naprawdę duże karpie. Wybór padł na tyczkę i właśnie karpia. Rozstawiłem sprzęt dosłownie na dwie, może trzy godziny. Zobaczymy, co z tego będzie.

Na haczyk trafiła kukurydza i biały robak. Czasem jeden, czasem dwa. Taka klasyczna “kanapka”.

W tym miejscu miałem już wcześniej dwa naprawdę mocne odjazdy. Oba skończyły się utratą całego zestawu. Tym razem postanowiłem być lepiej przygotowany. Tyczka została uzbrojona w solidną gumę, grubszą żyłkę i mocny, kuty hak.

Nie jestem specjalistą, ale z własnego doświadczenia nad tą wodą wiem jedno. Na same białe robaki bierze głównie drobnica. Kukurydza jest dla niej zwykle za duża. Większe płocie potrafią się jednak na nią skusić, choć wydawało mi się, że duży karpiowy hak będzie je skutecznie odstraszał.

Tym razem było jednak inaczej.

Zdjęcie tego do końca nie oddaje, ale właśnie na taki zestaw udało mi się sprowokować do brań same duże płocie. Brań było mniej niż na delikatnym zestawie z samymi białymi robakami, ale za to praktycznie każda ryba była konkretna. Dzisiaj przekonałem się, że kukurydza wcale nie musi oznaczać tylko karpia. Na duże płocie również potrafi być bardzo skuteczna.

A karpie? Przez cały czas dawały o sobie znać. Co chwilę któryś spławiał się dalej od mojego stanowiska, a niektóre efektownie wyskakiwały nad powierzchnię. Wyglądało jednak na to, że nie żerowały. Wiem jednak, że są. Już nieraz widziałem w tym miejscu ryby ważące grubo ponad 10 kilogramów. Dlatego na pewno jeszcze tu wrócę.

Od początku sezonu czekam na spotkanie z naprawdę dużą rybą. Nie ma dla mnie większego znaczenia, czy będzie to karp, szczupak ze spinningu, sandacz czy inny piękny okaz. W tym roku wróciłem do wędkarstwa po dłuższej przerwie i mam wrażenie, że uczę się wszystkiego od nowa. Każdy wyjazd nad wodę to nowe doświadczenia, kolejne obserwacje i lekcja pokory. Nawet jeśli wracam bez wymarzonej ryby, to wiem, że z każdej zasiadki wyciągam coś dla siebie.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry